KARIERA RODZINA

Jak z dnia na dzień stać się bogatym – poradnik w 3 punktach

Za ten post powinien pochwalić mnie mój mąż. Ale, że generalnie (jeszcze) nie zdaje sobie sprawy z tego, że to miejsce istnieje tego nie zrobi. Może przynajmniej Wy w takim razie znajdziecie coś dla siebie.

Dawna JA (ta z korpo) wierzyła w to, że żeby gdzieś dojść trzeba zarabiać. Więcej i więcej. Podnosi to społeczny status. Stać Cię na kredyt na mieszkanie w Warszawie (nawet jeśli jest to kawalerka z wielkiej płyty totalnie do remontu w bloku bez windy i z widokiem na ścianę drugiego budynku). Stać Cię na samochód, na kolacje w restauracji, na karnety na siłownię, na paznokcie…. itd. itd. Żeby zarabiać więcej trzeba więcej pracować. Śpisz, pracujesz, śpisz, pracujesz, wydajesz, pracujesz i śpisz. I w gruncie rzeczy ledwo starcza Ci do pierwszego nawet jeśli zarabiasz coraz więcej, bo przecież jest coraz więcej rzeczy które można mieć i kupić i zrobić.

Teraz doszłam do 3 rzeczy, które sprawiają, że jestem bogata nie pracując 24h na dobę.

Wyświechtane powiedzenie i niby każdy wie i każdy rozumie. Ale wprowadzić w życie jakoś trudniej. A tu będzie konkretnie.
Pewnego dnia razem wzięłam kartkę i spisałam wydatki naszej rodziny. Wiem mniej więcej ile potrzebujemy aby jeść to co lubimy, opłacić wszystkie rachunki, spędzać czas wolny tak jak lubimy. Przewidziałam takie rzeczy jak wydatki na leki czy inne nieplanowane, które zawsze się gdzieś pojawiają. Dopisałam wydatki, które spotykają nas raz do roku np. ubezpieczenie domu czy samochodu. Dopisałam to co co miesiąc pochłania działanie firmy. Oraz to ile chciałabym miesięcznie zaoszczędzić. I wyszła mi pewna kwota. I teraz najtrudniejsze. Przykładowo wiem, że aby zarobić tą kwotę muszę pracować przez 6h dziennie. Ale przecież mogłabym pracować 8h i zarobić więcej. A mogłabym 12h i zarobić 200%. No mogłabym. Wtedy do swojego spisu dopisałabym wakacje w różnych miejscach świata dwa razy do roku, kolejny samochód, markowe ubrania itd. Ale po co? Najważniejsze to uświadomić sobie, że chce zarabiać właśnie tą kwotę, która starczy mi na pokrycie wszystkiego czego do życia potrzebuję, a przez resztę czasu zająć się życiem. Które wcale nie musi kosztować milionów. Spacer z dziećmi. Herbata na tarasie z książką. Wspólne gotowanie. Oglądanie ulubionego serialu. Nie robienie nic. Te rzeczy naprawdę nic nie kosztują. Ktoś powie na przykład – trzeba kupić książkę – odpowiem – można ją pożyczyć albo kupić dużo taniej na portalach gdzie ludzie pozbywają się rzeczy używanych. Jest wiele rozwiązań, które sprawiają, że życie nie musi aż tyle kosztować.

O ten punkt znaczenie ułatwia życie. Ale bardzo trudno się do niego konsekwentnie podchodzi. Szczególnie gdy zaczyna od wkraczać do szaf i garderoby. Ja chyba jeszcze nie dobiłam do momentu posiadania kilkunastu uniwersalnych rzeczy, które do siebie pasują. Nie da się ukryć, że nasze szafy dalej są pełne ubrań, ale…

– nauczyłam się kupować mniej, ale lepsze jakościowo rzeczy. W finalnym rozrachunku wychodzi taniej i mniej czasu spędzam na zakupach

– nauczyłam się sprzedawać swoje rzeczy (ubrania, zabawki, rzeczy domowe, które już mi się opatrzyły a są w stanie prawie idealnym)

wyrzuciłam/sprzedałam/oddałam większość kurzołapek, które kiedyś z zamiłowaniem zbierałam. Aniołki, jakieś prezenty weselne, długopisy, obrazki i tysiące przeróżnych rzeczy podczas przeprowadzki na wieś nie znalazły tu swojego miejsca. Pozostały te, które darzyłam sentymentem i przypominały coś ważnego. Ale i one zapakowane wylądowały w jednym podpisanym pudełku. Wynika z tego kilka ogromnych pozytywów. Pierwszy ( dla mnie najważniejszy, bo daleko mi do perfekcyjnej Pani Domu) nie trzeba tego wszystkiego sprzątać. A to daje więcej wolnego czasu. Drugi jest taki, że do oddycha. Jest sporo wolnej przestrzeni i można ją dowolnie aranżować i zmieniać. U nas dominuje biel i drewno i mam wrażenie, że dzięki pewnemu minimalizmowi dużo przyjemniej się tu funkcjonuje i odpoczywa.

– Zauważyłam też w odniesieniu do naszych Potworów, że lepiej odnajdują się w mniejszej ilości zabawek. Podczas przeprowadzki pozbyliśmy się wszystkiego co rozkompletowane, masy pluszaków,którymi nikt sie nie bawił i sporej części innych zabawek. I od tego momentu dziewczynkom chyba prościej się bawić. Wiedzą jakie zabawki mają i gdzie mogę je znaleźć. I mimo tego, że są jeszcze małe widać, że same uczą się odkładać zabawki na swoje miejsce.

Jak już pisałam gdzieś wyżej kiedyś każda z rzeczy, którą miałam musiała być nowa. Gdy chciałam książkę szłam do Empiku. Gdy szukałam mebli, ubrań, wyposażenia wnętrz – szłam do sklepu. Powiecie, że zmieniło się to bo mieszkam na wsi i już nie tak łatwo pójść po coś do sklepu 😀 Ale chyba nie do końca.

Dorosłam do tego, że część książek mogę pożyczyć od znajomych bądź znaleźć w bibliotece, choć przyznam, że to mój największy ból, bo od kupowania książek jestem uzależniona.
Mimo tego, że jestem totalnym kulinarnym beztalenciem (Kochany mężu – dobrze, że chociaż Ty w naszym związku masz ten dar) nauczyłam się gotować. Tak jest taniej. I przede wszystkim wiem co jemy.

Jeśli chodzi o wiele domowych rzeczy to mając maszynę i potrafiąc ją obsługiwać w podstawowym zakresie też można sporo rzeczy stworzyć samemu. Od wyprawki dla noworodka, przez pościel dla przedszkolaka, zasłony, poszewki na poduszki. Podobnie jest z podstawową umiejętnością szydełkowania czy robienia na drutach. A jeśli polubimy się też z narzędziami, szlifierką i drewnem to stoi przed nami świat niekończących się możliwości. Ale wydaje mi się, że to opcja dla wybranych. I wcale nie mówię o tych którzy mają jakiś talent manualny. Mówię o tych, którym sprawia to przyjemność, bo jeśli nie to faktycznie w tym przypadku lepiej udać się do sklepu.

Kolejnym punktem zmian było zrozumienie, że część rzeczy kupuję z przyzwyczajenia/kierując się modą/tym, że inni coś mają lub robią. A tak naprawdę ani tego nie potrzebuję ani to do mnie nie pasuje. W moim przypadku tak jest z kosmetykami do makijażu, który ogranicza się do podkładu i tuszu do rzęs. Użycie kredki czy różu zazwyczaj świadczy o tym, że to wyjątkowy dzień. I choć zawsze mówię sobie, że kiedyś nauczę się malować i te wszystkie cienie i rozświetlacze będą miały swój czas to wiem, że szybciej się przeterminują niż coś z tego będzie.

 

Wszystkie te zmiany opierają się na zrozumieniu tego co nas w życiu uszczęśliwia. Zrozumieniu tego, że wcale nie trzeba ciągle pędzić. Można się zatrzymać, wyznaczyć swoje granice. To nie prawda, że pieniądze szczęścia nie dają. Dają spokój i stabilność, a to jest istotny element naszego szczęścia. Ale gdy trzymamy się swoich granic to nagle odkrywamy, że nie trzeba nigdzie biec. Przez życie można przejść też idąc spacerem.

 

 

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply
    Karolina | nicponwkuchni.pl
    13 lutego 2018 at 11:58

    Super wpis. Zrobiliśmy kiedyś z mężem podobne zestawienie. Zdaliśmy sobie sprawę z tego jaką kwotę potrzebujemy miesięcznie, by wystarczyło na życie, dodatkowe wydatki itp. Mieliśmy dochody z zainwestowanych wcześniej środków oprócz dochodów z etatu i zobaczyliśmy, że brakującą kwotę łatwo nam będzie zarobić pracując z domu. W jednym roku zwolniliśmy się z etatu i teraz żyjemy skromniej, wolniej, ale bez wyścigu szczurów i stresu. Z dziećmi w domu, czyli tak, jak zawsze marzyliśmy 🙂

  • Reply
    Natalia z Domu między paprociami
    21 lutego 2018 at 16:07

    Dokładnie. Czasem lepiej zwolnić i mieć z życia dużo więcej rzeczy za które wcale nie trzeba płacić 🙂

  • Leave a Reply